# 86
Przypadkowe spotkanie z koleżanką z podstawówki, w sklepie o którym mówią, że dobrze że jest tak blisko:
Ja: O cześć Karolina, co tam, co porabiasz?
Ona: Cześć, właściwie nic. A ty dalej w tej swojej szkółce?
Ja: Chwilowo w innej ale od października wracam. Ale jak to nic, uczysz sie, pracujesz?
Ona: Nie, jakoś mnie nie ciągnie nigdzie, nie widzę siebie tego no, na jakiś studiach czy coś. Pracuję sobie w bukmacherskich.
Ja: ?
Ona: W zakładach bukmacherskich.
Ja: To przynajmniej masz bezstresową pracę, za dużo ludzi chyba się tam nie kręci...
Ona: Coś ty, czasem i z pięćset kuponów wypisujemy, nie ma lekko, taka kasa się przewija, że muszę być w formie, zapomnij o imprezie. Raz poszłam na kacu to mówię ci, wystarczy błysk i już się mylisz, straszne. Ale praca spoko, ja sobie nie wyobrażam pracować osiem godzin zamknięta w pomieszczeniu...
Ja: No właśnie tak pracuję.
Ona: ... bez kontaktu z ludźmi, ej no ja muszę tu sobie z kimś pogadać, wiesz, trzeba się zapoznawać z nowymi osobami. Miałam takie towarzystwo jedno, ale teraz mam inne, kręcę się trochę tu, trochę tam. W sumie mam pracownika biurowo-administracyjnego, to już nie byle co. Zawsze lepiej brzmi niż tylko biurowy co?
Ja: Ale kogo masz?
Ona: No w CV, wiesz. Jak pójdę szukać lepszej pracy to już będzie lżej, bo tu jednak obsługa komputera jakaś jest, w domu nie mam to się tam nauczyłam, musimy robić takie raporty różne, liczyć kasę na koniec dnia, nie ma tak hop siup, ale praca fajna, telewizorek jest... A co ty tak się nie odzywasz?
Ja: A, przepraszam, zmęczona jestem po pracy i senna przez tą cholerną pogodę.
A chciałabym umieć, chociaż może nie tyle umieć, co mieć tupet, żeby jej powiedzieć, że się nie odzywam, bo tak zgłupiała przez ostatnie parę lat, że mnie zatkało i nie wiem co powiedzieć.
Czułam się jak podczas wojny polsko ruskiej pod flagą biało czerwoną. Nie - jak podczas czytania. Jak podczas wojny actually.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz